Budzę się rano i wiem, że ten dzień nie będzie taki sam, czemu? Sama nie wiem, leniwie zwlekam się z łóżka ubrana w niebieskie Kigurumi z chmurami i białe wełniane skarpetki, uwielbiam jak mi ciepło. Wolnym krokiem podchodzę do szafy, wyciągam zwykłe czarne dresy, biały podkoszulek i ciepły sweterek z reniferem z czerwonym nosem. Właśnie? Jak mu tam było? Złośnik? Tancerz? Amorek? Hmmm.... Rudolf Czerwononosy. Uwielbiałam tę bajkę i do dziś pamiętam, jak co wieczór z fascynacją oglądałam ją na video. To były czasy. Z moim zestawem ciuchów wędruje do łazienki, gdzie się przebieram, myję zęby i ogarniam moje niesforne włosy, związując w niedbały kok. Rezygnuje z makijażu, wychodzę z łazienki i z racji tego, że jestem sama w domu, idę przekręcić klucz. Robię sobie poranną kawę i szybkie śniadanie. Kawa wypita, śniadanie zjedzone, co dalej robić? Postanawiam wejść na strych. Widząc zabawkowy dźwig mojego brata, który dostał jakieś trzynaście lat temu, postanawiam poszukać innych zabawek. W...
Komentarze
Prześlij komentarz